O MNIE
Większość poradników tworzeia stron WWW, sugeruje że tutaj powinna być Wizja + Misja, no to spróbujmy .. 🙂
Produkcja 87. 1987. Listopad, dzień pierwszy z trzydziestu. Sobota. Godziny nie pamiętam. Jak można dość łatwo obliczyć, jestem na tym świecie już dłuższą chwilę i zdążyłem się co nieco rozejrzeć dookoła i empirycznie posprawdzać to i owo, tu i ówdzie. Wynikiem tego ciągu wnikliwych obserwacji doświadczeń, błędów i analiz jest lekko przygnębiający wniosek, a mianowicie – nie jestem już pewien praktycznie niczego w życiu. No, może z wyjątkiem kilku rzeczy:
Po pierwsze. Czas! Czas jest najważniejszy! Czas to jedyna waluta, której stanu konta nie znamy, a mimo to wydajemy go z zadziwiającą beztroską. To nasz jedyny zasób, którego nie możemy odzyskać, pożyczyć ani dokupić, choćbyśmy bardzo chcieli i dysponowali wyjątkowo przekonującym spojrzeniem typu kot ze shreka. Tak naprawdę liczy się tylko czas. Reszta jest wtórna, subiektywna i do negocjacji.
Po drugie. Wielka Gra i wielka niewiadoma. Każdy z nas ma czas, ale nikt nie wie ile. I na tym polega cała zabawa zwana życiem. Musimy dysponować naszym budżetem z uwagą. Zakładanie, że mamy nieograniczony zapas czasowy, jest raczej domeną zwierząt lub ludzi z dwucyfrowym iq. Z kolei życie w przekonaniu, że każda kolejna minuta jest właśnie tą ostatnią, może skutecznie zepsuć nawet naprawdę udany wtorek z sąsiadką. Ale spokojnie, większość z nas znajduje się raczej gdzieś pomiędzy tymi skrajnościami. Jak mawia pewien współczesny poeta młodszego pokolenia: „Bycie żywym to choroba, która nie wyznacza dat, masz przed sobą dzień albo sto lat”. Pozdrawiam Pana Wojtka! Chociaż uważam, że z tą chorobą to go troszkę poniosło, to jednak generalnie nie sposób się z utalentowanym człowiekiem nie zgodzić.
Po trzecie. Warto się wyróżnić. Dobrze w tym naszym, nie wiadomo jak długo trwającym życiu, choć trochę się wyróżnić. Znaleźć swój styl, swoje miejsce, swój unikalny sposób na przejście gry. Czasem nawet odrobinę zaszaleć w granicach rozsądku. Unikalność i wyjątkowość to luksusy, na które nie zawsze trzeba wydawać fortunę. Czasem wystarczy odrobina wyobraźni i świadoma rezygnacja z bycia kolejnym egzemplarzem z katalogu. Owszem, srebrny Fiat Tipo 1.4 (bez doładowania) będzie wiernie służył i zawiezie bezstresowo na wakacje do Chorwacji, zakładając, że nie zapomnisz o winietach, ale raczej nie odwrócisz się za nim z lekkim uśmiechem po zaparkowaniu pod sklepem obok siedmiu takich samych braci i jednej siostry Astry. A idę o zakład, że w budżecie zbliżonym do włoskiego kompaktu będziesz w stanie kupić samochód, który od lat chodzi Ci po głowę, który miewałeś kiedyś na tapecie i podziwiałeś na zlotach, który z praktycznego punktu widzenia nie będzie w absolutnie niczym lepszy od Fiata, poza tym jednym, jedynym, dość istotnym szczegółem: będziesz chciał go mieć, a nie tylko używać. Będziesz szedł tyłem, rzucając ostatnie spojrzenie na swój wymarzony pojazd, dziękując sobie w myślach że jednak nie zadzwoniłeś do dealera fiata, a jedynym świadkiem tej romantycznej sceny będzie lekko wzruszony automat kaucyjny. I właśnie ten moment, kiedy z pozoru błahy przedmiot przestaje być jedynie narzędziem, a zaczyna budzić emocje, interesuje mnie najbardziej. Bo rzeczy naprawdę wyjątkowych nie ocenia się wyłącznie po tym, jak dobrze spełniają swoją funkcję. Nie chodzi nawet o to, że przedmiot musi mieć tę mityczną duszę. Wystarczy, że będzie w stanie poruszyć naszą, o ile ją wogole posiadamy, bo tego też niestety nie jestem już pewien.
I właśnie takie przedmioty chcę tworzyć. Nietuzinkowe, indywidualne, duszoporuszające kawałki czasu, na które zerkać będziesz nie tylko w celu sprawdzenia ile minut zostało do popołudniowego spotkania.
Apropo zerkania na zegarek, to jeżeli dotarłeś aż tutaj, to znaczy, że poświęciłeś na to spory kawałek swojego czasu. A skoro ustaliliśmy już wcześniej, jak bardzo jest cenny, tym bardziej to doceniam. Mam nadzieję, że teraz nieco lepiej rozumiesz, co stoi za TKPieces. I być może znajdziesz tu coś, co poruszy akurat Ciebie.
Zadbaj o swój czas.
A tak wogóle to o co chodzi z nazwą? TKPIECES? czyli co? czyli kawałki (czasu) od Tomka K. Dzień Dobry!. Prawda że głębokie? A to dziwne logo? To po prostu K leżące na plecach i T stojące na głowie – ot moje inicjały, zapisane w nieco bardziej unikalny (a jakże!) sposób.
Sukces tkwi w prostocie?
Mam nadzieje!
Kontaktuj się z nami
Zachęcamy do bezpośredniego kontaktu w razie pytań lub chęci współpracy.
